FARKA.press

Portal Reportażystów

Spór o standardy żywności w cieniu Brexitu

Ewa Dryjańska

Wyjście Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej miało według jego zwolenników otworzyć nowe perspektywy handlowe przed Brytyjczykami. Londyn miał w końcu wyzwolić się z „wygórowanych norm i ograniczeń” narzuconych przez Brukselę. Jednak opuszczenie UE postawiło przed władzami kraju skomplikowane zadanie – konieczność ustanowienia nowych umów dwustronnych z innymi państwami i organizacjami, ponieważ wkrótce przestaną obowiązywać te, które do końca roku pozostają w mocy z racji członkostwa państwa we Wspólnocie. Jest to główny powód, dla którego termin wyjścia kraju z UE był wielokrotnie przekładany. Wbrew entuzjastycznym zapowiedziom promotorów Brexitu negocjowanie nowych układów handlowych jest czasochłonne, a Wielka Brytania jest w nich często tym słabszym partnerem. „Nie ma planu braku umowy, ponieważ uzyskamy wspaniałą umowę” – zapowiadał jeszcze w lipcu 2017 r. Boris Johnson. Obecnie, jako urzędujący premier odpowiedzialny za negocjacje, podobnie jak jego poprzedniczka, nie jest w stanie doprowadzić do ich szybkiego zakończenia.

Kluczowe dla Wielkiej Brytanii są również ramy prawne porozumienia z USA. Szczególnie kwestia żywności stanowi wyzwanie zważywszy na rozmiar partnera i siłę nacisków zarówno ze strony administracji prezydenta Trumpa jak i amerykańskich korporacji, które od wielu lat lobbowały za tym, żeby nie musiały ich obowiązywać restrykcyjne normy dla żywności panujące w UE. Amerykanie walczą o to, by przed ich produktami na brytyjskim rynku zostały postawione jak najmniejsze wymogi w zakresie ilości informacji na etykietach. W przeciwieństwie do wymogów na Wyspach towary zza oceanu nie posiadają np. informacji dotyczącej ilości tłuszczy czy soli, które przez negocjatorów traktowane są jako utrudnienie w obrocie handlowym. Główny amerykański negocjator zagroził nawet, że zawarcie umowy zostanie opóźnione, jeśli narzuci się producentom taki obowiązek.

Widmo „frankenżywności” nad Tamizą

Kwestia ta rozgrzewa brytyjską opinię publiczną i media, które podkreślają, że towary te nie posiadają oznaczeń odnośnie antybiotyków i innych substancji chemicznych, które mogły zostać wykorzystane w jego produkcji. Informują, że 90% bydła rzeźnego otrzymuje hormon wzrostu i jest karmione paszą GMO. Powszechną praktyką jest chlorowanie kurczaków, a jaja pochodzą przeważnie z chowu klatkowego, dopuszczalne są np. szczurze włosy w papryce, odchody gryzoni w imbirze czy larwy w soku pomarańczowym. Regulacje zza oceanu nie zawierają limitu cukru dla produktów dla dzieci i możliwe jest stosowanie w nich barwników, które w UE zostały uznane za powodujące hiperaktywność u najmłodszych konsumentów. Amerykańskie produkty zostały nawet ochrzczone nośnym medialnie mianem „frankenżywności”.

Nawet gdy na towarach z USA pojawiają się etykiety czy certyfikaty, to są skąpe bądź też mylące dla brytyjskiego konsumenta. Np. produkty posiadające oznaczenie amerykańskiego departamentu rolnictwa, dotyczące humanitarnego traktowania zwierząt może oznaczać, że zwierzęciu nie był podawany hormon wzrostu, ale równocześnie mogło ono być hodowane na ciasnej przestrzeni lub też inne standardy nie zostały spełnione.

Wizja zalewu kraju tańszymi i wątpliwej jakości żywnością niepokoi część parlamentarzystów, działaczy pozarządowych i ekspertów. Blisko 70% respondentów sondażu magazynu konsumenckiego „Which?” wyraziło zaniepokojenie z tego powodu, a ponad 800 tysięcy osób podpisało petycję do władz o zachowanie standardów żywności. Dziesięć czołowych organizacji pozarządowych, w tym Firends of the Earth zwróciło się z apelem do sieci 9 największych supermarketów o niesprowadzanie amerykańskich towarów, których sprzedaż według nich będzie utrwalać nierówności w społeczeństwie, ponieważ najubożsi będą kupować najtańsze jedzenie o najniższej jakości, pełne sztucznych dodatków i sprzyjające cukrzycy. Zaszkodzi to też brytyjskim rolnikom, którzy będą zmuszeni obniżyć swoje standardy produkcji, aby utrzymać się na rynku. Ich głos poparło kilkunastu specjalistów od polityki żywieniowej. Według nich pojawienie się towarów zza oceanu na półkach byłoby regresem o dekady w kwestii standardów pożywienia. Już teraz 1 na 3 dorosłych Brytyjczyków mierzy się z problemem otyłości. Premier Johnson zapowiada walkę z tym problemem, jednak napływ tańszej żywności niskiej jakości żywności, o trudnym do zweryfikowania składzie, może to skutecznie utrudnić.

27/04/2020. London, United Kingdom. UK Prime Minister Boris Johnson gives a statement outside 10 Downing Street. Picture by Pippa Fowles / No 10 Downing Street.

Toksyczne pestycydy

Stawką negocjacji są także brytyjskie standardy w kwestii stosowania pestycydów. Zbliżenie ich do norm zza oceanu jest jednym z priorytetów strony amerykańskiej. W debatę na ten temat włączył się nawet Specjalny Sprawozdawca ONZ ds. wpływu na prawa człowieka racjonalnego ekologicznie gospodarowania i usuwania niebezpiecznych substancji i odpadów – Baskut Tuncak, który zaapelował do rządu w Londynie o utrzymanie dotychczasowych standardów dotyczących pestycydów, ponieważ ich poluzowanie zagrozi zdrowiu obywateli i przyrodzie. Argumentował, że w Stanach Zjednoczonych zużywa się blisko 3-krotnie więcej tych środków niż na Wyspach, a tamtejsi farmerzy są grupą zawodową, która najczęściej choruje na skutek kontaktu z chemikaliami. Natomiast praktyka pokazuje, że ubieganie się o odszkodowanie przed brytyjskim wymiarem sprawiedliwości jest o wiele trudniejsze niż w USA, co stawiałoby brytyjskich rolników w jeszcze gorszej sytuacji.

Podobne stanowisko prezentuje dyrektor organizacji Wildlife Trust – Craig Benett, który w otwartym liście przekonywał, że konkurencja z amerykańskimi fermami przemysłowymi zdewastuje przyrodę na Wyspach. Zwrócił szczególną uwagę na zagrożenie ze strony użycia neonikotynoidów – pestycydów, które zostały uznane za zabójcze dla pszczół w UE. „Istnieje 1500 gatunków owadów zapylających rośliny w Wielkiej Brytanii. Ich zniszczenie prowadziłoby do nieurodzaju i zniszczyłoby dzikie gatunki zależne od owadów i dzikich roślin” – argumentował.

Kontrowersyjne GMO

W brytyjskim parlamencie toczy się również spór o możliwość dopuszczenia w kraju technologii edycji genów – metody miejscowej zmiany DNA – poprzez wycięcie jego fragmentu i wklejenie dostarczonej z zewnątrz sekwencji genetycznej, wykorzystującej tzw. mechanizm CRISPR. W UE produkty wytworzone przy użyciu tej technologii są klasyfikowane jako GMO. Grupa brytyjskich parlamentarzystów wysłała pismo do Sekretarz Stanu ds. Środowiska, Żywności i Spraw Wiejskich – George Eustice domagając się poluzowania regulacji w zakresie genetyki, aby umożliwić rozwój tej dziedziny w kraju. Krytykują podejście UE, która ich zdaniem błędnie zaklasyfikowała technologię do grupy GMO. Przeciwnicy nowych regulacji argumentują natomiast, że zmiana prawodawstwa utrudni relacje handlowe ze Wspólnotą. Powołują się także na prawa konsumentów, prawa zwierząt i ochronę środowiska. Ci sami deputowani są także przeciwko dopuszczeniu amerykańskich produktów, mogących zawierać GMO, na rynek.

Merytorycznych argumentów przeciwko deregulacji edycji genów dostarczyli we wspólnym liście otwartym genetyk molekularny dr Michael Antoniou i prof. Vyvyan Howard – były profesor Uniwersytetu w Ulsterze: „Technologie edycji genów są nowe i naukowcy nadal starają się je opracować i zrozumieć ich efekty. Niepokojące jest to, że wzrastająca liczba badań naukowych (…) pokazuje, że edycja genów nie jest precyzyjna i jej skutkiem są niezamierzone mutacje DNA – zarówno w miejscu edycji genomu (…) jak i w innych miejscach (…)”. Naukowcy ostrzegają, że zastosowanie tej technologii „będzie skutkowało zmianą wzoru w funkcji genu. A to w rezultacie doprowadzi do zmiany biochemicznej i niespodziewanego efekt toksyczności bądź alergii”. Argumentują, że dopuszczenie tej technologii stworzy „niedopuszczalne ryzyko dla zdrowia publicznego i środowiska”.

Sen z powiek brytyjskim negocjatorom może również spędzać forsowany przez Amerykanów fragment umowy handlowej mówiący o możliwości pozwania rządu przez korporację do trybunału arbitrażowego, jeśli prawo w jej mniemaniu „zagroziło jej spodziewanym zyskom”. Mechanizm ten funkcjonuje już w wielu krajach i zmuszał je do wypłaty wielomilionowych odszkodowań wielkim firmom.

Brexit, Trump i Kreml

Brytyjski rząd wysyła opinii publicznej niespójne sygnały w kwestii umowy z USA. Z jednej strony zobowiązał się do tego, że nie zaakceptuje „obniżenia standardów” przygotowywania żywności ani hodowli zwierząt. Z drugiej strony natomiast premier Johnson krytykuje „histeryczne” głosy w debacie i „hejterów USA”, ponieważ Wielka Brytania powinna się kierować nauką w kwestii oceny dopuszczalności zagranicznych towarów, a nie jakimś „mambo-jumbo”. Komentując tę kwestię przy innej okazji opowiedział się za ponownym otwarciem debaty na temat zmiany przepisów zakazujących towarów GMO. Zarówno opozycyjna Partia Pracy jak i organizacje pozarządowe są sceptyczne co do deklaracji ochrony standardów i obawiają się, że gabinet ulegnie pod presją amerykańskich negocjatorów. Lider Partii Brexit – Neigel Farage nie obawia się natomiast chlorowanym kurczaków na brytyjskim rynku. „Z odpowiednią adnotacją na etykiecie – oczywiście” – zapewniał w wywiadzie dla stacji telewizyjnej BBC. Od lat jest on zwolennikiem nieskrępowanego przez Brukselę, układu handlowego z USA i jest znany z serdecznych stosunków z prezydentem USA. Sam Trump zapowiadał, że Brexit otworzy drogę do zwiększenia wymiany handlowej na linii Londyn – Waszyngton nawet cztero- czy pięciokrotnie. Farage agitował zarówno w poprzedniej jak i obecnej kampanii kandydata Republikanów na jego wiecach. Pojawienie się brytyjskiego polityka na jednym z tegorocznych, czerwcowych spotkań Trumpa z wyborcami wywołało skandal z powodu naruszenia pandemicznych ograniczeń przyjazdów do Stanów Zjednoczonych. Podobnie jak w przypadku kampanii prezydenckiej Trumpa w 2016 r. również aktywność zwolenników Brexitu – Farage’a, Partii Niepodległości Zjednoczonego Królestwa oraz ludzi ze środowiska Borisa Johnsona, stały się obiektem śledztwa służb, które badały ich rosyjskie powiązania. Komisja parlamentarna w Wielkiej Brytanii prześledziła liczne spotkania osób z Partii Niepodległości i Partii Konserwatywnej oraz z najbliższego otoczenia Borisa Johnsona z rosyjskimi dyplomatami, a także obfite dotacje otrzymywane przez tę ostatnią partię z rosyjskich kont. Śledczy na Wyspach i w USA próbowali ustalić, czy i w jaki sposób Rosjanie byli zaangażowani w kampanię Brexitu oraz kandydaturę kandydata Republikanów. Niewątpliwie Brexit jest praktyczną realizacją kremlowskiej wizji destabilizacji i osłabienia UE i w perspektywie dezintegracji Zachodu.

Z uwagi na kalendarz wyborczy jest mało prawdopodobne, by negocjacje między Wielką Brytanią a Stanami Zjednoczonymi zakończyły się przed amerykańskimi wyborami prezydenckimi w listopadzie. Rząd zapowiada, że nie pozwoli na obniżenie standardów żywności, chowu zwierząt i ochrony środowiska, Amerykanie są jednak równie, jeśli nie bardziej zdeterminowani, żeby wywalczyć ich obejście dla swoich producentów. Finalnie może się okazać, że zarówno negocjacje z USA jak i UE zakończą się dla Brytyjczyków klęską.