FARKA.press

Portal Reportażystów

Sisteron – miasto, gdzie czas znajduje się w muzeum

Aleksandra Furtak

Podobno to tutaj zaczyna się Prowansja. Kraina słońca, lawendy i lazurowego nieba – ta Francja jak z obrazka, pocztówkowa, pastelowa, urocza. Tak głosi zwyczajowa nazwa Sisteronu, określanego mianem „wrót Prowansji”. To niewielkie, kilkutysięczne miasteczko przyciąga uwagę nawet przypadkowych podróżnych, jakich tu nie mało. W zasadzie to chyba większość z nich trafia tu przypadkiem, ale często, ponieważ Sisteronu, leżącego przy jednej z głównych dróg prowadzących na południe Francji, nie da się ominąć. Więc rzeczywiście jest jak wrota, przez które trzeba przejechać.

Fot. A. Furtak
Fot. A. Furtak

Intrygujący przystanek na trasie

Wielu podróżnych odkrywa Sisteron w taki sam sposób – jako kompletnie nieznane miejsce, na które natrafia się przypadkiem, ulega jego urokowi i zostaje w nim na dłużej. Na pierwszy rzut oka uwagę przyciąga i elektryzuje swoją monumentalnością olbrzymia, samotna skała z jakby wyrzeźbionymi pionowymi zakładkami. Później dostrzega się rzekę o niezwykłym lazurowo-zielonkawym kolorze i malutkie prowansalskie domki między nią a skałą. Wyglądają jednakowo uroczo i strasznie, trochę jakby uwięzione między siłami natury, przywiązane do skały lazurową wstęgą. Już sam ten widok pozwala przypuszczać, że mamy do czynienia ze szczególnym miejscem, a wrażenie to potęguje jeszcze majestatyczna twierdza, górująca nad miastem po drugiej stronie rzeki. Prawie każdy widząc ją zaczyna szukać parkingu, wiedziony pragnieniem przyjrzenia się temu miastu z bliska.

Fot. A. Furtak

Miasto artystów i historii

Nieuchwytna niezwykłość Sisteronu, którą da się tu wyczuć od pierwszej chwili, choć początkowo trudno ją zdefiniować, to nie do końca zasługa zabytków architektonicznych czy ukształtowania terenu, przede wszystkim tworzy ją światło. Słońce świeci tutaj przez dziewięć miesięcy w roku, co od lat przyciąga do Sisteronu wielu artystów, głównie malarzy pejzażystów. Inspiracji szukali tutaj między innymi Paul Signac (1863-1935) i William Turner (1775-1851), który podczas pobytu w Sisteronie stworzył wiele szkiców i akwareli, przedstawiających miasto utopione w nierealnym świetle.

Fot. A. Furtak

Dziś Sisteron nie bez przesady nazywany jest miastem artystów. Liczne ich pracownie znajdują się głównie przy ulicach: Saunerie, Mercerie, Droite – na głównej trasie starego miasta, między katedrą a cytadelą. Są to nie tylko pracownie malarskie, tworzą tu również fotograficy, rzeźbiarze, projektanci mody czy designerzy, artyści z najwyższych światowych półek.

Fot. A. Furtak

Obecna na każdym kroku sztuka doskonale współgra z bogactwem historycznym Sisteronu. Tak jak dzisiaj leży on przy jednej z głównych dróg do Prowansji, tak w przeszłości znajdował się na głównym szlaku łączącym stolicę Imperium Rzymskiego z Półwyspem Iberyjskim. Pełnił ważną rolę administracyjną, militarną i religijną. Najpierw jako rzymskie miasto, później siedziba biskupstwa, znana już w VI w., a w końcu ważny dla wojska punkt strategiczny z wielką twierdzą. Nie tylko miłośników historii urzeknie z pewnością piękno tutejszej romańskiej katedry Notre-Dame des Pommiers oraz stare miasto z zabudową pochodzącą nawet z XIV w.

Fot. A. Furtak

Warto odwiedzić również unikatowe Muzeum Ziemi i Czasu (Musée Terre et Temps), gdzie oprócz zegarów i przyrządów geologicznych można zobaczyć interesujące, a nawet budzące grozę dawne narzędzia medyczne.

Fot. A. Furtak

Spotkanie z polskim księciem

Bezsprzecznie największą atrakcją turystyczną Sisteronu jest cytadela – olbrzymia twierdza wzniesiona w XVI w. na miejscu średniowiecznej fortecy. Podobno sam diabeł pomagał murarzom w jej budowie w zamian za ich dusze, czego świadectwem jest „stróżówka diabła” (la guérite du diable), z której rozpościera się zapierający dech w piersiach widok na rzekę, przepływającą dokładnie pod nią, daleko, daleko w dole.

Fot. A. Furtak
Fot. A. Furtak
Fot. A. Furtak

Olbrzymia cytadela rozciąga się na 10 hektarach, a jednym z jej najważniejszych obiektów jest, ku zaskoczeniu polskich turystów, cela, w której więziony był książę Jan Kazimierz, późniejszy król Polski. Książę został zatrzymany na terytorium Francji podczas podróży do Hiszpanii, gdzie udawał się w celach matrymonialnych. Pech chciał, że Francja znajdowała się wówczas w stanie wojny z Hiszpanią i książę został oskarżony, przez słynnego kardynała Richelieu, o szpiegostwo na rzecz wroga i wtrącony do celi sisterońskiej twierdzy. Spędził w niej sześć miesięcy, od 23 lutego do 16 sierpnia 1639 roku. Dziś można zobaczyć tutaj jego woskową podobiznę oraz warunki w jakich mieszkał.

Fot. A. Furtak

Trochę nie dziwi fakt, że w Sisteronie zegary znajdują się w muzeum, gdyż jest to jedno z tych miejsc, o których mówi się, że zatrzymuje się w nich czas. Nie potrzeba zegarków. Nie ma tutaj po co się śpieszyć, nie ma pogoni za turystycznymi atrakcjami czy komercyjnymi uciechami adresowanymi do turystów, a z perspektywy mieszkańców miasta nie ma też pogoni za „robieniem pieniędzy”. Można godzinami spacerować pustymi ulicami starówki, odwiedzając artystyczne butiki i pracownie, albo całymi dniami wpatrywać się w przepiękne pejzaże – lazurową rzekę i niebo, w groźne skały i twierdzę; rozkoszować się słońcem. Sisteron zaczarowuje, rozleniwia, przyciąga. Do tego stopnia, że przypadkowym turystom grozi tutaj pozostanie na stałe.

Fot. A. Furtak