REPORTAŻ: Homofobia – wewnątrz i zewnątrz
„Mam wrażenie, że od zawsze byłam pewna mojej orientacji. Wydawało mi się, że homofobia otaczająca mnie na co dzień w ogóle na mnie nie wpływa. Nigdy nie traktowałam swojego homoseksualizmu jako odmienności. Nie miałam wówczas pojęcia, że wszystkie homofobiczne głosy zakorzenią się w mojej głowie i z biegiem lat zaczną przejmować nade mną kontrolę, szczególnie obejmując sobie za cel moją samoocenę. Teraz, gdy patrzę na małą siebie z kompletnie innej perspektywy, na serce ciśnie się jedynie żal i smutek”. Homofobia to termin powszechnie znany, z którym zetknął się każdy z nas, nie zważając na orientację seksualną. Spowodowane jest to przez powiększające się grono jej zwolenników. Mimo tego nie jest to termin nowy, towarzyszy on ludzkości od wieków. Bowiem nieodłącznym elementem miłości, tak chętnie rozpatrywanej na przestrzeni wieków przez poetów, filozofów i badaczy jest homofobia. Opinie osób nietolerancyjnych, których tak dużo usłyszeć możemy w dzisiejszych mediach lub po prostu wsłuchując się w wszelakie rozmowy, potrafią zrodzić w nas „homofobię wewnętrzną” – homofobię wobec samego siebie. Żarty, docinki i kpiny to cichy atak wobec homoseksualistów. Rzucane są one często przez osoby względnie tolerancyjne. Mimo pozornej nieszkodliwości, mogą one zrodzić skomplikowane uczucie obrzydzenia wobec własnej orientacji seksualnej.
Czynnik kreujący to skomplikowane zjawisko potwierdza się, gdy zestawimy ze sobą wyznania dwóch osób. „W moim towarzystwie zawsze śmiano się z osób homoseksualnych…”. Od najmłodszych lat jesteśmy związani z otaczającym nas towarzystwem. Gdy dorastamy do świadomego wieku, w którym kształtuje się nasza osobowość, charakter i spojrzenie na świat, wiele wzorców czerpiemy właśnie od ludzi nam najbliższych. Homofobiczne poglądy, które usłyszymy, potrafią rzutować na nasz późniejszy obraz postrzegania siebie. Może to spowodować chęć stłumienia naszej orientacji seksualnej, aby nie narazić się na takie same obelgi, które słyszeliśmy wcześniej. Spotkanie rodzinne – czas pogłębienia relacji rodzinnych, spożywania wspólnych posiłków i przede wszystkim – wymiana własnych opinii na wiele tematów. Burzliwa dyskusja o polityce to ukochany wręcz przez Polaków sposób wymiany poglądów. „Dzieci idźcie się pobawić! To rozmowy tylko dla dorosłych!”. Usiadłam więc na kanapie i wpatrywałam się w nasycone kolorami bajki dla dzieci próbując wczuć się w fabułę pełną zwierzątek i walki zła i dobra. „To choroba psychiczna!” – krzyknął ktoś z lekkim podirytowaniem w głosie. Wytężyłam wówczas słuch i próbowałam wychwycić temat rozmowy „dla dorosłych”. W toku wymiany zdań usłyszałam słowo „homoseksualiści”. Nieświadomie, niektóre z tych nieprzychylnych komentarzy wyryły się w mojej głowie. Po tym wydarzeniu, jeszcze długo zastanawiałam się, dlaczego to właśnie te słowa zapamiętałam niemalże idealnie. Podejrzeń nabrałam, gdy w momencie rozważań o własnej orientacji zaczęłam czuć niesmak do samej siebie… Tłumienie swoich preferencji jest niczym innym, jak oszukiwaniem samego siebie. Wmawiając sobie, iż samoistnie „wyleczymy” się z homoseksualizmu budujemy złudną nadzieje, która później spotęguje nienawiść wobec siebie. Bowiem z homoseksualizmu nie da się wyleczyć. Nie jest to choroba, a tym bardziej coś, co możemy wybrać. Zwodzenie się, że wkrótce nasze preferencje powrócą do „normy” powoduje głęboką odrazę do własnej orientacji, która prowadzi do rozmaitych problemów w przyszłości. Zachowanie to ma jedno podłoże – obawa przed brakiem akceptacji społeczeństwa. „Strasznie obawiałam się, że będę wyśmiewana…” – Te słowa skutecznie utwierdziły mnie w przekonaniu, że to właśnie nacisk innych osób jest głównym powodem, który jest w stanie zrodzić uczucie wstydu, lęku i odrazy względem siebie.
Opisanie tego, co tak głęboko zakorzeniło się w nas od początków kreowania się własnej osobowości wcale nie jest łatwe. Jedna z moich rozmówczyń mówi o tym jako o „uczuciu ohydy do samej siebie i lęku przed tym, że może być postrzegana gorzej przez innych ze względu na orientację”. Wspomniany strach jest nieodłącznym elementem życia wielu homoseksualistów. „Boje się, że gdy wyznam to, że jestem biseksualna, ludzie spostrzegać mnie będą tylko przez pryzmat tego faktu”. Wiele osób spoza środowiska LGBT z dystansem podchodzi do osób otwarcie wyznających swoje „odmienne” preferencje. „Gdybym dopiero poznała jakiegoś mężczyznę i powiedziałby, że jest gejem to podchodziłabym do niego z takim no wiesz, dystansem” – powiedziała jedna z moich znajomych. Z tą wypowiedzią zgodziłoby się wiele osób, które deklarują swoją „tolerancję”, tak naprawdę będącą jedynie przykrywką nieprzepracowanej i nieuzasadnionej nienawiści do osób homoseksualnych. Pozorna tolerancja to nic innego jak maskująca się homofobia. Takie osoby upust swoim emocjom dają przez agresywne zachowania, negatywne wpisy, żarty i wiele innych niemoralnych postępowań. W otoczeniu takich osób, homoseksualiści są szczególnie narażeni na spadek poczucia własnej wartości i akceptacji wobec samego siebie.
Wspomniane następstwa to nie jedyne konsekwencje. Skutki uwewnętrznionej homofobii są zadziwiająco krytyczne i głębsze niż może się nam wydawać. „Homofobia wewnętrzną dołuje mnie zwłaszcza podczas refleksji na temat mojego związku z dziewczyną, ponieważ mimo głębokiego przywiązania do tej osoby, czasami mam wrażenie, że o wiele łatwiej byłoby być w związku z płcią przeciwną, bo wówczas szansa na bycie obiektem krytyki społecznej znacznie maleje”. Tłumienie przynoszącej szczęście miłości, tylko po to, aby zyskać społeczną akceptację ukazuje wielki problem dzisiejszych ludzi. Bowiem, na nieszczęście narażone są szczególnie osoby homoseksualne z uwewnętrzniona homofobią. W naszym otoczeniu może znajdować się wiele ludzi, których to właśnie wszechobecna odraza do osób nieheteronormatywnych powstrzymuje od wyznania swojej prawdziwej orientacji seksualnej. Jedna z moich rozmówczyń wyznała mi swoje obawy, dotyczące grona rodzinnego – pozornie najbezpieczniejszego grona osób dla każdego z nas. „Moja rodzina nie jest nietolerancyjna w stosunku do innych, ale obawiam się, że staną się homofobiczni w stosunku do mnie. Czuję się przez to bardzo źle i niepewnie. Trudno mi również zaakceptować swoją przyszłość, boję się, że moi rodzice przestaną mnie wspierać, a mój poziom życia znacznie się obniży i nie będę miała środków, aby studiować”.
Najgorszą informacją jest fakt, że „ofiar” homofobii wewnętrznej nie da się policzyć. To uczucie – skomplikowane, złożone i niełatwe do wykrycia – żywi się poczuciem nienawiści, lęku, strachu i odrazy. W takiej sytuacji może być postawione wiele osób z naszego otoczenia. Głoszenie czystej pogardy do homoseksualistów tylko podsyca ból i niepokój osób dotkniętych homofobią uwewnętrznioną. Osobiście uważam, iż ten temat powinien zyskać większy rozgłos, szczególnie w świecie opanowanym przez homofobiczne poglądy. Ukazanie zmagań osób dotkniętych opisanym problem może pobudzić w wielu homofobicznych osobach empatię, która jest lekiem na wszelaką nienawiść. Rozwiązanie jest więc tylko jedno – edukujmy ludzi na temat homofobii i nie pozwólmy społeczeństwu osądzać miłości, bez względu na orientację seksualną zakochanych.
Reportaż został opublikowany w ramach cyklu „Szkoła Reportażu”, w którym prezentowana jest twórczość reporterska uczniów szkół średnich.