FARKA.press

Portal Kultury i Reportażu

Nie trzeba robić wszystkiego tak samo, jak robią wszyscy

rozmowa z Bartkiem Mieżyńskim i Iwo Gustowskim, twórcami aplikacji Unknown Band do odkrywania nowej muzyki

Aleksandra Furtak

Aplikacja Unknown Band powstała w środowisku muzyków. Dlaczego muzycy dostrzegli potrzebę stworzenia takiego narzędzia?

Bartek Mieżyński: Lubię się posługiwać takim sformułowaniem, że artystom nikt nie chce pomóc, więc wzięli sprawy w swoje ręce. Funkcjonujemy w bardzo brutalnej rzeczywistości, w której muzycy nie mogą być już tylko muzykami. Musimy być też influencerami, sprzedawcami, menedżerami, PR-owcami, marketingowcami. I muzyka w tym momencie w ogóle nie ma szans obronić się sama. Bardzo zależało nam na tym, tworząc tę aplikację, żeby spróbować zaproponować trochę inny sposób odkrywania nowej muzyki. Nie przez sociale, nie przez to, że Spotify nam podsunie coś na generowanej playliście, tylko właśnie w taki bardzo fajny, nowy, tajemniczy sposób. I na razie się to sprawdza.

Takim hasłem promującym aplikację Unknown Band jest to, że pozwala słuchać muzyki bez uprzedzeń. Czyli sesje zdjęciowe, okładki płyt, trasy koncertowe, followersi to są uprzedzenia, nie osiągnięcia?

Bartek Mieżyński: Zależy jak na to spojrzeć. Liczby w ogóle są pewnym kryterium, które wywiera presję na nowych odbiorcach, świadomą lub podświadomą. Kiedy widzimy dwa utwory obok siebie, jeden z nich ma pięć wyświetleń na YouTubie i zero komentarzy, a drugi ma sto tysięcy i pięćset komentarzy, to to automatycznie sugeruje, że coś jest jakiejś jakości. A często jest to nietrafiona ocena. Więc my oferując w aplikacji taki rodzaj rozrywki, że słuchamy sobie piosenek nie znając tytułu, okładki, nie wiedząc zupełnie nic o wykonawcy, dajemy przestrzeń do zupełnie osobistej interpretacji bez żadnego wpływu z zewnątrz. Przez to, że wszystko odbywa się w takiej anonimowej formie, która działa w dwie strony – bo zamieszczając na przykład komentarz do piosenki, która nam się spodobała artysta też nie wie kto to napisał – funkcjonujemy w dużym zbiorze subiektywnych opinii, które ostatecznie kształtują opinię obiektywną. Otrzymujemy statystycznie istotną próbę, jeśli chodzi o perspektywę artystów. A odbiorcy, nie mając się czym sugerować, faktycznie skupiają się na muzyce.

A czy Wam jako muzykom zdarzyło się być w takiej sytuacji, że byliście, powierzchownie ocenieni, że ktoś nie chciał słuchać waszej muzyki ze względu na to, jak „wyglądacie”? Albo odwrotnie – że przyszliście do kogoś z nową muzyką, a on chciał rozmawiać o tej całej otoczce jej towarzyszącej a nie o tym, co tak naprawdę tworzycie?

Bartek Mieżyński: Przytoczę taki przykład – gdy siedem lat temu wydałem płytę z zespołem, która ogólnie była bardzo dobrze odebrana w całym kraju. Trafiliśmy z tą płytą do bardzo poczytnej gazety, której nazwy nie będę wspominał, która opublikowała jej recenzję i ta recenzja była bardzo nie na temat. To znaczy, komentowała zupełnie nie to, co było faktycznie na płycie, zamykała się w trzech zdaniach i była raczej negatywna, w kontraście do wszystkich innych, jakie dostaliśmy. Tak z ciekawości zapytałem wtedy dziennikarza, który był jej autorem, o co chodzi i dlaczego napisali o nas gdzieś na samym końcu zestawienia wszystkich recenzji? On odpowiedział, że: „spojrzeliśmy na waszego Instagrama i mieliście za mało lajków, żeby się pojawić w innym miejscu i żeby ktoś się nad wami pochylił”. To jest po prostu niesprawiedliwe. A ponieważ ta gazeta była bardzo opiniotwórczym medium, to ta recenzja została zapamiętana, przez to, że nie mieliśmy właśnie tej „otoczki” lepiej rozegranej.

Czy w takim razie można powiedzieć, że tą aplikacją próbujecie zaprowadzić sprawiedliwość w świecie muzycznym?

Iwo Gustowski: Nie wiem czy sprawiedliwość jest najlepszym słowem, ale na pewno próbujemy wdrożyć sposób, który będzie bardziej uczciwszy dla samej muzyki – sytuację, w której muzyka musi obronić się sama. Tak, jak to zresztą kiedyś było, w czasach, których nie pamiętam, bo byłem jeszcze mały, gdy bardzo często muzykę poznawało się poprzez radioodbiorniki, nie wiedząc co to gra. I też zatrzymywałeś się na chwilę. Trzeba było posłuchać, poczekać, zobaczyć kto to jest w ogóle. Tak że czy wymierzać sprawiedliwość? Nie wiem. Czy dawać równe szanse? Tak, jak najbardziej.

A jak wyglądał początek tej aplikacji? Jak zebraliście taki pakiet startowy muzyki tych artystów, którzy tam funkcjonują?

Bartek Mieżyński: Miałem pomysł na aplikację i wziąłem z nią udział w konkursie programistycznym w zeszłym roku, w czerwcu, lipcu. To był taki ogólnoświatowy hackathon, w którym uczestniczyło sto trzydzieści tysięcy osób, było zgłoszonych dziesięć tysięcy projektów i mój projekt, czyli aplikacja mobilna Unknown Band, jeszcze w takiej poprzedniej formie, została nagrodzona, jako jeden z trzech najlepszych projektów w regionie Europa, Bliski Wschód, Afryka. Następnie zaczęła się praca, ponieważ znalazł się prywatny inwestor, który nas wsparł w budowaniu całego przedsięwzięcia. Rozpisaliśmy strategię rozwoju, ustaliliśmy co chcemy z tym projektem zrobić. Po drodze pojawiła się aplikacja dla artystów, ona, jak i serwis dla artystów miały premierę w grudniu. Od tego czasu zaczęliśmy gromadzić wokół całej tej idei artystów. I to tak zupełnie w ciemno, bo dosłownie sprzedawaliśmy ideę, że „hej, chcemy właśnie wprowadzić nowy sposób funkcjonowania w branży muzycznej i dawajcie z nami, bo będzie fajnie”. Serwis dla artystów jest zupełnie otwarty i każdy może się tam zgłosić ze swoją muzyką. Zresztą aplikacja mobilna też. Więc po drodze zebraliśmy trochę artystów. Od początku, jeszcze, w trakcie trwania tego konkursu, robiłem takie testy alfa, żeby pokazać po prostu jak wygląda aplikacja. Wówczas zebrałem około czterdziestu artystów.

Iwo Gustowski: To też była społeczność muzyczna, którą poznaliśmy na warsztatach „Tak Brzmi Miasto”. Bardzo wielu artystów stamtąd się zgłosiło. Plus znajomi. W związku z tym, że jesteśmy trochę z tej branży, to mamy znajomych, którzy mają zespoły.

Bartek Mieżyński: Na start aplikacji mobilnej mieliśmy już ponad dwustu artystów. Obecnie jest ich już ponad sześciuset. Tak że całkiem fajnie się to rozwija. Miesiąc temu mieliśmy premierę aplikacji mobilnej na Androidy, a dwa tygodnie później na iOS-y i tutaj już zebraliśmy ponad sześć tysięcy użytkowników, to jest super liczba, bo zakładaliśmy, że do końca roku będziemy mieli dziesięć tysięcy użytkowników. Tymczasem zaledwie po miesiącu mamy już sześć tysięcy, tylko w Polsce, bo na razie tylko tutaj to promowaliśmy, ale za chwilę będziemy też ruszać za granicę i zobaczymy jak się to będzie sprawdzać.

A czy rzeczywiście jest tak, że każdy twórca muzyczny może się zgłosić do tej aplikacji? Czy trzeba reprezentować jakiś poziom „nieznania”? Czy zdarzyło się, że odrzuciliście kogoś, bo był zbyt rozpoznawalnym artystą?

Iwo Gustowski: Każdy może się zgłosić.

Bartek Mieżyński: Odrzucamy z innych powodów.

Iwo Gustowski: Odrzucamy z innych powodów, o czym zaraz. Natomiast każdy artysta może się zgłosić, bez względu na to czy jest wielkim nazwiskiem, czy nie. Z tym że wielkie nazwiska muszą zdać sobie sprawę z tego, że będą traktowane dokładnie w taki sam sposób jak osoby, które dopiero co wypuściły demówkę nagraną u siebie w sypialni. Czyli to nie jest tak, że duże nazwisko dostanie lepsze traktowanie, czy też będziemy pchać bardziej, żeby odtworzenia jego utworu były priorytetowe. To się nie dzieje. Każdemu artyście dajemy taką samą szansę i z takim samym prawdopodobieństwem dopiero startujący artysta może wylądować u ciebie w aplikacji, jak i Dawid Podsiadło. Rozpoznawalność, to nie są kryteria, które powodują, że utwory odrzucamy. Odrzucamy je z innych powodów.

To z jakich?

Iwo Gustowski: Przede wszystkim, jednym z głównych punktów naszej misji jest to, że nie wyrażamy zgody na AI w sztuce.

Macie narzędzia, które to weryfikują?

Iwo Gustowski: Tak, właśnie z nimi rozmawiasz. Sprawdzamy to organoleptycznie, więc po prostu z Bartkiem we dwójkę moderujemy wszystkie utwory, które przychodzą. Wiadomo, możemy się pomylić, jesteśmy tylko ludźmi. Dlatego użytkownicy aplikacji mogą też zgłosić podejrzenie o to, że utwór jest stworzony przez AI. Przy czym, istotną kwestią jest tutaj to, że zwracamy uwagę nie tylko i wyłącznie na muzykę, ale i na wszystkie inne rzeczy, które pochodzą od artysty, czyli na zdjęcie profilowe, na okładkę. Mieliśmy kilkukrotnie sytuację, w której muzyka była faktycznie skomponowana i nagrana przez człowieka, natomiast okładka była wygenerowana przez AI i odrzucaliśmy taki utwór, bo to wciąż jest sztuka. Stworzenie okładki też jest formą sztuki, więc, na to zgody u nas nie ma. Poza tym, też odrzucamy utwory, jeśli są to remiksy albo covery.

Bartek Mieżyński: No i też oczywiście jakiś szkodliwy content.

Iwo Gustowski: Tak, szkodliwy, obraźliwy content. To są rzeczy raczej, wydaje mi się, w zdroworozsądkowym standardzie, żeby się na coś takiego nie zgadzać. Natomiast to, co w niektórych miejscach może być akceptowalne, a u nas nie jest, to są remiksy, covery oraz AI.

Jakie są zasady dla artysty, jako użytkownika aplikacji Unknown Band? Obowiązuje go jakiś limit utworów, które może tam zamieścić? Czy to on decyduje, czy wy decydujecie, które są w tej aplikacji i jak długo?

Iwo Gustowski: Limitem są trzy aktywne utwory u artysty posiadającego subskrypcję, ponieważ dla artystów aplikacja działa w formie subskrypcyjnej. Artysta w jednym momencie może mieć trzy aktywne utwory, czyli takie, które można odkryć w aplikacji. Natomiast, może tymi utworami żonglować, to znaczy może dezaktywować jeden utwór, wrzucić nowy. Jeśli ktoś w ciągu dwóch, trzech tygodni chce wrzucić całą płytę, tak by każdy utwór był aktywny przez kilka dni, to może to zrobić. Jest to tylko i wyłącznie wybór danego muzyka.

Bartek Mieżyński: Każda forma zgłoszenia utworów jest okej. Nie ma też wymogu, żeby utwór był wcześniej w jakiejś formie wydany. Może być to live, może być to demo, cokolwiek ktokolwiek chce wrzucić. Mieliśmy jeden taki przypadek, że ktoś wysłał demo, ale w bardzo nieakceptowalnej jakości. To znaczy, to nie była nawet piosenka tylko dosłownie trzy riffy zagrane na gitarze po kolei, nagrane dyktafonem i nic więcej. Po prostu taka ścieżka audio. To odrzuciliśmy, bo uznaliśmy, że są pewne granice. Jednak ludzie korzystają z tej aplikacji, żeby odkrywać piosenki, a to ewidentnie piosenką jeszcze nie było.

Iwo Gustowski: Ale mamy nadzieję, że jeszcze do nas wróci w formie bardziej ułożonej.

Bartek Mieżyński: Natomiast zachęcamy do tego, żeby wrzucać właśnie nie tylko studyjne piosenki, które już są na streamingach. Jeżeli ktoś chce pochwalić się live’em, to jak najbardziej. Zadziała się też taka rzecz, o której chcieliśmy mówić trochę później, jeśli chodzi o rozwój projektu, ale artyści sami to sobie już wymyślili i uprzedzili nas w tym. Mianowicie, wrzucają też przedpremierowo utwory, komunikując swoim fanom, że są one do znalezienia gdzieś w Unknown Bandsie.

I jak wtedy znaleźć taki utwór?

Bartek Mieżyński: No właśnie nie można go znaleźć. Trzeba go dostać. Więc, to jest już zagadka, jak do niego dotrzeć. Jeżeli na przykład dany artysta gra indie rocka, a ty masz polubionego indie rocka, no to masz już większą szansę, żeby dostać jego piosenkę. Więc to jest też takie fajne zachęcanie swoich fanów do takiej zabawy w odkrywanie. I też bardzo nam się podoba cała narracja artystów wokół tego, bo powstaje taki ruch środowiskowy, w tym sensie, że artyści zachęcają ludzi do korzystania z aplikacji w swoim kontekście, ale jakby dzięki temu też tłumacząc, jak my działamy i że jest to fajne.

A czy ta aplikacja daje muzykom też jakąś inną korzyść poza tym, że ich twórczość może być słuchana bez uprzedzeń? Mam na myśli na przykład bezpośredni kontakt z osobami, które za jej pośrednictwem polubiły ich muzykę, czy artyści mogą im wysłać informację o koncercie albo o nowym utworze?

Iwo Gustowski: Artyści dostają kilka korzyści oprócz tej, że zostają odkryci. Pierwszą z nich są wartościowe statystyki na temat tego kto ich słucha, gdzie, na jakiej platformie. Poza tym, dostają, jak to z Barkiem nazwaliśmy, „kalorycznych słuchaczy” i w ogóle „kaloryczny zasięg”, ponieważ są to ludzie, użytkownicy aplikacji, którzy faktycznie chcą ich słuchać. W najbliższym miesiącu chcemy wprowadzić też funkcjonalność koncertów, która da artystom możliwość ogłaszania swoich występów, ale w bardzo konkretny, stargetowany sposób. Przykładowo, widząc że obserwuje ich sześćdziesięciu użytkowników z Warszawy, będą mogli wysłać do nich powiadomienie w stylu „Hej, gramy u ciebie w mieście”. W dalszej przyszłości planujemy nawiązać współpracę z jakąś bileterią, żeby można było również kupować bilety na koncerty poprzez aplikację.

Bartek Mieżyński: Tak, to jest jeszcze w fazie projektowania i chcemy najpierw przedyskutować to z naszą społecznością. Natomiast z perspektywy użytkownika chcemy dodać jeszcze taką funkcjonalność, żeby utwory można było osłuchiwać nie tylko w taki sposób, jak obecnie, ale również pod kątem tego, jacy artyści będą niedługo grali w danym mieście. Jeśli spodoba, ci się jakiś utwór, otrzymasz informację w stylu „super, że ci się podoba, bo w najbliższy piątek ten artysta wystąpi w twoim mieście w klubie X”. Chcemy to robić, żeby aktywizować lokalne sceny, żeby zachęcać ludzi do słuchania muzyki na żywo i generalnie wzmacniać małe koncerty.

To jeszcze z perspektywy słuchacza, jakie można mieć korzyści? Co mi daje na przykład zbieranie punktów czy to jak kliknę „following” w profilu artysty?

Bartek Mieżyński: Zbieranie punktów to czysta dopamina. Niektórzy się w to bawią bardziej, niektórzy mniej. Natomiast mieliśmy już trochę kontaktu z ludźmi, którzy się chwalili: „O, zobacz tutaj, jestem czwarty na liście”. Będziemy chcieli to rozwijać i być może pojawi się jakieś połączenie pomiędzy punktami a koncertami, na przykład w formie zniżek na bilety, ale to jest na razie tylko pomysł. A jeśli chodzi o „śledzenie” artystów, to to jest bardziej przygotowanie pod tę funkcjonalność koncertów, którą za chwilę będziemy prezentować.

Unknown Band w zasadzie nie jest aplikacją do słuchania muzyki, bo ona odsyła do portali streamingowych i wymaga trochę innego podejścia. To nie jest tak, że sobie włączę aplikację i ona bez przerwy prezentuje mi jakąś muzykę, ona wymaga interakcji. Ciągle muszę coś naciskać, oceniać. Czy w ogóle ludzie chcą w ten sposób słuchać muzyki?

Iwo Gustowski: Skoro mamy sześć tysięcy użytkowników z planowanych dziesięciu tysięcy na ten rok, no to chyba tak.

Bartek Mieżyński: Na razie ten plan się bardzo mocno sprawdza. Ale tak jak zauważyłaś, jest to coś niestandardowego, do czego ludzie nie są przyzwyczajeni. Nie powiedziałbym, że jest to wymagające, ale po prostu inne. Naszym celem związanym z tą aplikacją było też przywrócenie szacunku do twórców. Żyjemy teraz w takim świecie, w którym mamy nadmiar informacji i Instagram czy inny TikTok uczy nas tego, że kontent powinien trwać sześć sekund, potem lecimy dalej… Unknown Band ma zachęcać do tego, by się zatrzymać.

Iwo Gustowski: Wziąć trzy głębokie oddechy, zamknąć oczy, kliknąć play, posłuchać.

Bartek Mieżyński: Poruszamy się troszeczkę w takiej tematyce awareness wokół muzyki i grania tą tajemnicą właśnie, nie mając od razu informacji co to jest. Rzeczywiście musimy poświęcić trochę czasu, żeby się dowiedzieć, jeśli nam się spodoba. Ludzie się tym bawią, to ich trzyma faktycznie w tej aplikacji i być może okazuje się, że to jest coś, czego ludzie nie wiedzieli, że potrzebują.

Co chcielibyście osiągnąć tą aplikacją w takiej długofalowej perspektywie?

Iwo Gustowski: Chciałbym, żeby ta aplikacja trafiła do szerokiego grona użytkowników, także poza granicami naszego kraju. Wydaje mi się, że stworzyliśmy na tyle ciekawy i inny produkt, że zasługuje na to, by więcej osób o nim mówiło. I tak jest rewelacja, bo tak jak mówiliśmy skala zainteresowania przerosła nasze najśmielsze oczekiwania, ale marzę o tym, by ten efekt kuli śnieżnej spowodował prawdziwą lawinę.

Bartek Mieżyński: Ja liczę chyba głównie na to, żebyśmy się stali realną alternatywą do promowania muzyki i jej faktycznego odkrywania. Żeby mówiło się o Unknown Band jako o swego rodzaju rewolucji czy może jakimś punkcie zwrotnym w muzyce. Słyszymy głosy od ludzi z branży i spoza branży, że jest to pierwsza ciekawa rzecz od wielu lat na rynku muzycznym. Taka, która ma duży potencjał. I może uda się, że będziemy wymieniani w gronie innych ogólnoświatowych aplikacji do promowania czy znajdowania muzyki. To jest coś, na czym bardzo nam zależy, jako, że chcemy pokazać, że można to robić inaczej.

Oczekiwałam raczej odpowiedzi w stylu „zrewolucjonizować rynek muzyczny”, a tu widzę, że dość skromnie…

Iwo Gustowski: Chcieliśmy, żeby to była bardziej ewolucja niż rewolucja. Kilkukrotnie już gdzieś w rozmowach padło, że my nie tyle chcemy wywracać stolik, co dostawić nowy.

Bartek Mieżyński: Tak. Chcemy pokazać, że nie trzeba robić wszystkiego tak samo, jak robią wszyscy.

FARKA.press
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.