KATOWICE: OFF Festival 2025
Zakończyła się kolejna edycja OFF Festival Katowice. Przez trzy dni (1-3.08.2025) na pięciu scenach w Dolinie Trzech Stawów można było posłuchać muzyki, jaka nieczęsto prezentowana jest z takim rozmachem. Nieszablonowi muzycy, praktycznie z całego świata, w tym młodzi polscy artyści, mieli możliwość zaprezentowania się szerokiej publiczności. Dla wielu z nich nie jest to częsta okazja. Tym wyróżnia się OFF Festival, że wspiera działalność artystów, którzy chcą tworzyć inaczej – na własnych zasadach a nie na gruncie komercyjnych oczekiwań.
Relacje z wybranych koncertów OFF Festival Katowice 2025 przeczytacie na blogu Dlaczego Nie Gra, wspieranym przez naszą fundację.
Dwa przeboje były klamrą tego koncertu – na początek „Prześwit” i na koniec „Jesień”. To niezwykłe, że zespół, który występuje na festiwalu jako jeden z pierwszych, zanim ludzie jeszcze zdążą przejść przez bramki, ma przeboje.
Muzyka Los Campesinos! jest trochę takim, nienachalnym, manifestem tożsamości, ekspresja koncertu dodaje mu mocy, ale to nie jest taki „manifest z postulatami”, a raczej instrukcja, jak może być dobrze, gdy przechodzimy przez to wszystko razem.
Ze zwykłego, zwałoby się, oldschoolowego rocka przeistacza się w faktycznie coś eksperymentalnego i nie jest to tylko powierzchowna oryginalność śpiewania po portugalsku, a coś, czego nie da się opisać, co sprawia, że brzmią jakby przybyli z innego świata, trochę z brazylijskich plaż a trochę kosmicznych przestrzeni.
To jest też ta przestrzeń, którą daje formuła festiwalu (duży szacunek należy się OFF Festivalowi, że z niej korzysta) – by pokazać muzykę, której mocą jest nie tylko nieskazitelne brzmienie, energia improwizacji czy ładne piosenki, ale też wypowiedź, która rości sobie pretensję do zmiany kondycji świata.
OFF Festival: Kombajn Do Zbierania Kur Po Wioskach
Na OFF Festivalu zagrali wyśmienity koncert, choć zrobili to po swojemu. Mogliby przecież pożegnać się „Połączeniami”, tak zwykle się robi na festiwalach – serwuje to, co ludzie znają i kończy „mocnym utworem”, by zostawić publiczność z silnym wrażeniem. A oni po tych „Połączeniach”, przy których ludzie zdzierali gardła, „weszli na wyższy poziom psychodeli”, zagrali „Dubrownik” i na koniec „Waniliowe niebo”.
Trzeba im wierzyć na słowo, gdy mówią, że grają muzykę inspirowaną ludzkimi niedoskonałościami. Niedoskonałościami? W ten sposób? I co więcej, te niedoskonałości w muzyce wyrażają kolorami. Mają na przykład taki nowy numer o bocznym kolorze antylopy. Proszę sobie wyobrazić jak to brzmi.
Berlin Manson rości sobie pretensje do bycia swego rodzaju głosem pokolenia. Robi to w bardzo sympatyczny sposób, bo właśnie na podwórku a nie na piedestale i dowodzi, że w tych podobnych doświadczeniach jest coś wartościowego, że „ty słuchaczu naszej muzyki jesteś wartościowy”.
Grali krótko i też można było odnieść wrażenie, że to jest tylko taki „pomysł na koncert”, wersja próbna przed poważną działalnością sceniczną. Ja tej „poważnej działalności” w wykonaniu zespołu Balkon jestem ciekawa od dwóch lat i powtórzę, że tu już nie ma co próbować. Mają intrygujące brzmienie, nieszablonowe teksty i estradowy wigor.
Robili ze swoją muzyką niewiarygodne rzeczy, co myślę uczyni ten koncert na długo żywym w pamięci. W jednym z tekstów utworów Geordie Greep wypowiedział słowa music is just noise i chyba właśnie hałas był dominującym elementem jego występu, choć jego zespół zaprezentował go inaczej niż wszyscy. To robi wrażenie, gdy on w tym hałasie zaczyna śpiewać jak wodzirej z dancingów, nie do podrobienia jest to twórczość.
