JELENIA GÓRA: „Fotografie” Jaroslava Beneša rozproszone w miejskiej przestrzeni

Informacja nie jest precyzyjna, zbiera się fragmenty tej wystawy jak różne wersje tej samej plotki krążące po mieście. Prawdopodobnie ekspozycje są trzy, w tym samym czasie „Fotografie” Jaroslava Beneša można obejrzeć w Galerii BWA (ul. Długa 1), Galerii Korytarz w Jeleniogórskim Centrum Kultury (ul. Bankowa 28/30) i Galerii Dziedziniec w JCK (ul. 1 Maja 60). Każda z nich przedstawia różne prace i nieco inną narrację, choć w istocie stanowią jedną wystawę.
Miasto jako sala ekspozycyjna wystawy o mieście – wydaje się, że w tym przypadku dobrze zadziałał ten koncept. Tym bardziej, że Jaroslav Beneš w swoich fotografiach przedstawia raczej miasto bez imienia. W opisach wystawy przeczytamy, że są to fragmenty Pragi i Paryża, ale jest to informacja raczej z gatunku „marketingowych”, bo Jaroslav Beneš tak komponuje kadry, że pasuje do nich niemal każde miejsce na świecie – każde miasto z napisami na murach, szklanymi domami i latarniami świecącymi się przy ciemnych tunelach. Może być to nawet Jelenia Góra. Nie chodzi o miejsce, bardziej o symbol.
W „Fotografiach” Jaroslava Beneša widzimy rzeczywistość sprowadzoną do postaci symbolu. Ciemne, czarnobiałe zdjęcia w szerokich czarnych passe-partout za szkłem przybierają formę złudzeń optycznych, tym bardziej nierealnych im bliżej chce się im przyjrzeć. Widz i jego otoczenie zaczyna odbijać się w tej szybie i tej czerni, stając się odblaskiem czegoś, co widzi w przedstawionej na fotografii kompozycji. Pasuje do niej. W pewnym sensie przenika do tych zdjęć, a za nim rzeczywistość przenika do sztuki. Staje się też symbolem, złudzeniem optycznym, blaskiem goszczącym w nieokreślonej przestrzeni. Ta część wystawy (w BWA i Galerii Korytarz) rodzi atmosferę zagubienia.
Druga, w Galerii Dziedziniec, proponuje rodzaj odnalezienia. Tu nie ma już szyb, lśnienia i odblasków, złudzeń świetlnych, jest twardy beton i farba na murze, coś w rodzaju znaków. Jaroslav Beneš fotografuje je w dużych zbliżeniach, fragmentarycznie, więc na pierwszy rzut oka odczytujemy je jako zagadkę. Poszukujemy ukrytych instrukcji, spodziewamy się wskazania jakiejś drogi, albo treści z rodzaju tej, jaką niosą bazgroły na murze (krzyku prosto z serca). Twórczość Jaroslava Beneša nie jest jednak w ten sposób dosadna, nie komunikuje wprost. Ale jego ciasne kadry paradoksalnie dają dużo przestrzeni, by umieścić siebie wśród tych symboli, z całą masą treści, którą chcielibyśmy w taką przestrzeń wnieść.
To ma znaczenie, że ta część wystawy, którą interpretuję jako o zagubieniu, jest wewnątrz a ta o odnalezieniu na zewnątrz. Ale to już kwestia indywidualnych doświadczeń i może trochę prozaicznego czynnika, jakim jest dzienne światło. W każdym razie, ekspozycję znajdującą się w Galerii Dziedziniec warto zobaczyć jako ostatnią, by sprawdzić jaki wywoła to efekt.
Wystawę w Galerii BWA można oglądać do 30 marca, a wystawę w Galerii Korytarz do 27 kwietnia 2026 r.












