KARPACZ: „Kwiatowo-roślinne legendy o Karpaczu i Miłkowie” Floraherbicus – wernisaż w Miejskim Muzeum Zabawek

Teza, że rośliny są strażnikami pamięci wydaje się być dość śmiała. Przecież tak szybko rozkwitają, łamią się pod byle silniejszym dotykiem. Jak coś, co żyje tylko jedną porę roku może chronić dziedzictwo? A jednak Floraherbicus stworzyła na ten temat kolekcję obrazów prezentowaną w ramach wystawy „Kwiatowo-roślinne legendy o Karpaczu i Miłkowie”, którą do 25 września 2026 r. można oglądać w Miejskim Muzeum Zabawek ze zbiorów Henryka Tomaszewskiego w Karpaczu. Wernisaż odbył się 17 lipca.
Pąki kwiatów Floraherbicus zestawia z klejnotami – są wieczne jak szlachetne kamienie, ponieważ nie chodzi tu o jedną, konkretną różę, magnolię czy chabra, a raczej o zjawisko, jakie tworzą, polegające na ciągłości rozkwitu. Podobnie też jak kamienie, rośliny są darem ziemi. I ma to znaczenie, że tej konkretnej ziemi – Karpacz i Miłków w tytule wystawy pojawiają się nie przypadkowo. Ten rozkwit jest właśnie ich dziedzictwem, rośliny tworzą krajobraz i właściwość tego miejsca od zawsze, wciąż posiadając niezmienną moc. Wystawa nawiązuje do historii Karpacza, który przez ponad dwieście lat nazywany był „wioską aptekarzy” i choć dziś próżno w nim szukać wiejskiej ciszy czy prawdziwego laboranta, to jednak jest to zmiana, która dotyczy ludzi, nie roślin. One wciąż trwają, jak, właśnie – strażnicy dziedzictwa.
Zwykle kwiaty w malarstwie pełnią funkcję dekoracji, Floraherbicus w swoich obrazach czyni z nich główny temat i chociażby pod tym względem jest to niezwykła wystawa warta uwagi. Daleko jej jednak do formuły zielnika, co może przyjść na myśl niektórym odbiorcom czytającym o ekspozycji inspirowanej lokalną roślinnością. Floraherbicus nie odtwarza rzeczywistości, nie tłumaczy jej – zaprasza nas do bajki. Niezwykle żywe barwy, bogactwo kolorów, wręcz „cukierkowe” odcienie swoją intensywnością wprowadzają odbiorców w świat nierzeczywisty, jakby w fabułę karkonoskich legend. Jedną z nich jest opowieść o hrabinie von Lordon, właścicielce pałacu w Miłkowie, która miała rywalizować z Giacomo Casanovą w kwestii stworzenia eliksiru młodości. Nawiązanie do jej postaci odnajdziemy w niektórych obrazach Floraherbicus. Są one „cukierkowe” i odważne, odwołujące się do życia i śmierci, jak rośliny, które mogą być zarówno lekarstwem, jak i trucizną. Tak też, w nieco zaczarowany sposób artystka w swojej twórczości dotyka fundamentalnych kwestii ludzkiej egzystencji.
Jednocześnie jest to wystawa, która w nieoczywisty sposób odnosi się do lokalności. Zwykle o Karkonoszach opowiada się pejzażami, Floraherbicus tworzy właściwie portrety kwiatów. Ale sięga też głębiej i odważniej, posługując się nie tylko odwzorowaniem czy interpretacją. Tworząc autorską metodą phytopaintingu, w niektóre obrazy zatapia pod farbą płatki kwiatów czy nasiona, dodaje do farb olejki eteryczne, a zamiast akwareli maluje wyciągami z roślin. Lokalne dziedzictwo jest też obecne w jej pracach w bardziej dosłowny sposób, gdyż na ich odwrocie, autorka zamieszcza oryginalne, historyczne opisy na temat namalowanych roślin.
Ta wystawa to jedna z najbardziej autentycznych i wartościowych atrakcji, jakie w te wakacje można zwiedzić w Karpaczu. Warto zapamiętać adres: ul. Kolejowa 3 (właściwe stacja PKP).


















