Coraz trudniej jest docierać do tego, co jest warte obejrzenia
rozmowa z dr hab. Mariolą Marczak, filmoznawczynią i wykładowczynią akademicką

Fot. archiwum prywatne
Dr hab. Mariola Marczak jest profesorem Uniwersytetu Warmińsko – Mazurskiego w Olsztynie, członkinią jury ekumenicznych międzynarodowych festiwali filmowych z ramienia SIGNIS. World Catholic Organization for Communication, m. in. w Locarno (2019), Terni (2019), Cannes (2022). Była dyrektorką Instytutu Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej w latach 2018-2019 oraz redaktor naczelną czasopisma ,,Media-Kultura-Komunikacja Społeczna” w latach 2018-2021.
Kto lub co sprawiło, że w kręgu Pani zainteresowań znalazł się film?
W PRL-u źródeł kulturowej edukacji było niewiele, ale poziom oferty kulturalnej w mediach był wysoki. W telewizji można było zapoznać się z najwybitniejszymi osiągnięciami światowego kina, np. w ramach cyklu Filmoteka Arcydzieł, który prowadził wybitny znawca historii filmu i telewizji, autor książek Jacek Fuksiewicz, który potem wykładał m. in we Francji. Uczęszczałam do Dyskusyjnego Klubu Filmowego ,,ZA”, który prowadził wówczas Konrad Lenkiewicz, I LO w Olsztynie do którego również uczęszczałam współpracowało z DKF-em ,,ZA”, który w tamtym czasie otrzymał nagrodę Federacji Dyskusyjnych Klubów Filmowych dla najlepszego DKF-u w Polsce. To właśnie w trakcie tego okresu połknęłam tzw. bakcyla filmowego. Już jako 14-latka w kinie ,,Awangarda” byłam pod wrażeniem jakości takich filmów, jak „Spirala” Krzysztofa Zanussiego czy „Piknik pod Wiszącą Skałą” Petera Weira. W Dyskusyjnym Klubie Filmowym był ambitny i różnorodny repertuar, dawniejszy i najnowszy. Nie sposób było nie zakochać się w filmie.
Woli Pani filmy długo- czy krótkometrażowe? I dlaczego?
Tak jak większość – wolę pełnometrażowe filmy fabularne, ponieważ są bardziej złożone, dają artystom większe możliwości i mają większy potencjał komunikacyjny. Naukowo zajmuję się filmem religijnym i metafizycznym. Jest to kino, które bywa bardzo atrakcyjne wizualnie zawiera liczne metafory, symbole, niedopowiedzenia, zmusza do myślenia. Filmy krótkometrażowe również mogą być efektywnym narzędziem komunikacji artystycznej i społecznej w rękach zdolnego artysty, ale do mnie bardziej przemawiają formy dłuższe.
Jaki jest Pani ulubiony film?
Jest ich naprawdę dużo. Zależy od okresu w życiu i od nastroju. ,,Piknik pod Wiszącą Skałą” , ,,Pół żartem, pół serio”, ,,Pustynia Tatarów”, ,,Uczta Babette”, „Cienka, czerwona linia”.
Dlaczego to właśnie osoba Krzysztofa Zanussiego i jego filmy leżą w kręgu Pani badań naukowych?
Po pierwsze, ze względów osobistych, gdyż przy filmach Zanussiego dorastałam. Wiele z nich oglądałam jako dziecko w telewizji. „Za ścianą”, to był intymny dramat improwizowany na planie filmowym przez aktorów Maję Komorowska i Zbigniewa Zapasiewicza, który mnie poruszył tak, że pamiętałam go przez lata. Jak wspomniałam – „Spirala” była chyba pierwszym filmem, który obejrzałam w olsztyńskim kinie studyjnym „Awangarda”. Był wstrząsający, gdyż w sposób realistyczny i egzystencjalnie dramatyczny pokazywał szpitalne umieranie. Po drugie ze względów zawodowych – potraktowałam to jak zadanie do wykonania, ponieważ dotąd reżyser, którego filmy były nagradzane na całym niemal świecie, w tym w Cannes, Locarno, Wenecji, nie miał pełnej monografii. Przygotowanie książki zajęło mi dużo czasu, wymagało ogromu pracy, ponieważ reżyser wówczas już miał na koncie około osiemdziesięciu filmów a literaturę przedmiotu trzeba było czytać w kilku językach i było tego sporo, ale udało się!
W marcu bieżącego roku dwoje aktorów odgrywających główne role w filmie ,,Całopalenie” Krzysztofa Zanussiego wycofało się. Co Pani o tym sądzi?
Zachowanie mocno nie w porządku. Krzysztof Zanussi jest mistrzem kina europejskiego i polskiego, zrealizował wiele filmów wybitnych, niezwykle oryginalnych, co najmniej kilka z nich odegrało ogromną rolę nie tylko kulturową, ale także społeczną, a nawet polityczną. Mam na myśli przede wszystkim ,,Barwy ochronne”, które w czasie premiery od razu zyskały milionową widownię, ponieważ – jak wówczas mówiono: „Zanussi na ekranie powiedział głośno to, co ludzie mówili po cichu”. Ważnymi filmami były ,,Kontrakt” i „Constans” (oba wyprodukowane w 1980 r.), które były krytycznym głosem na temat rzeczywistości PRL-u. Kładzie się kłody pod nogi i czyni afront seniorowi polskiego kina, artyście z wybitnym dorobkiem, o którym ci, którzy mu odmawiają nawet nie mogą pomarzyć.
Senat Rzeczpospolitej Polskiej ustanowił rok 2026 Rokiem Mistrzów – Andrzeja Wajdy (z okazji setnej rocznicy urodziny, dziesiątej rocznicy śmierci) i Krzysztofa Kieślowskiego (trzydziesta rocznica śmierci). Czy znała Pani osobiście śp. Andrzeja Wajdę? Jaki był ten wielkiej sławy reżyser?
Spotkałam go po koniec jego życia na 40-leciu filmoznawstwa w Krakowie. Po projekcji filmu dokumentalnego o sztuce odbyło się spotkanie z nim. W spotkaniu uczestniczyło kilkadziesiąt osób, niewielkie grono. Było to w Instytucie Kultury Japońskiej ,,Manggha”, którego budowę Wajda zainicjował. Nie miałam jednak z nim relacji osobistej. To człowiek historia i legenda. Artysta o wielkim talencie, chociaż jako filmowiec miał różne epizody i także filmy nieudane. Najbardziej lubię jego zdanie, że reżyser filmowy powinien być jak kapral i poeta, bo jest artystą, a musi twardą ręką kierować ekipą filmową.
Przy jednym z urzędów dzielnicy w Warszawie można przeczytać, że amerykański reżyser i scenarzysta – Martin Scorsese powiedział kiedyś, że: ,,uczył się kina, oglądając filmy Wajdy, a ,,Popiół i diament” uważał za jedno z najważniejszych dzieł w historii kina”. Czy miał rację?
Tak, oczywiście. ,,Popiół i Diament” to wybitne dzieło mocno zakorzenione w polskiej historii, tej trudnej, źródło wielu wizualnych cytatów, o ogromnej sile komunikacyjnej obrazu i o wielkiej sile mitotwórczej. Stworzył mit pokolenia AK i jego wyobrażenie i wykreował gwiazdę Zbyszka Cybulskiego.
Czy można porównać ze sobą filmy: ,,Popiół i diament” (1958) w reżyserii Wajdy i ,,Iluminację” (1971) Zanussiego?
Nie, ponieważ fabuła obu filmów dotyczy innych czasów. Bohater Wajdy wyszedł z wojny, a w przypadku Zanussiego żył w normalnej rzeczywistości powojennej. Twórcy również są zupełnie inni. Wajda jest emocjonalny, tradycyjny, Zanussi natomiast jest spokojnym intelektualistą, a „Iluminacja” ma oryginalną, zupełnie wyjątkową formę eseju filmowego.
Jakie wartości przekazują lub przekazywali w swoich filmach śp. Wajda, śp. Kieślowski i Zanussi? Czy według Pani te wartości są uniwersalne?
Filmy wszystkich trzech twórców były na ogół osadzone w polskich realiach, chociaż wszyscy tworzyli filmy także za granicą (Wajda epizodycznie), jednak większość z nich można czytać w kluczu wartości uniwersalnych, gdyż opowiadają o sprawach istotnych dla ludzkiej egzystencji, konfrontacji jednostki albo z historią, albo z własną kruchością (śmiertelnością), albo o wyborach etycznych. Kieślowski w swoim cyklu telewizyjnym pt. ,,Dekalog” wywołał ożywione dyskusje w całej niemal Europie, zwłaszcza we Francji. Był człowiekiem poszukującym, agnostykiem. Wajda pozostawał raczej poza religią, choć uwzględniał chrześcijaństwo jako tradycję kulturową. Zanussi jest zdeklarowanym wierzącym katolikiem, więc perspektywa światopoglądowa wszystkich trzech jest nieco odmienna, inne prezentują style artystyczne, ale niewątpliwie odwołują się do wartości uniwersalnych.
Czy w dzisiejszych czasach opłaca się być krytykiem filmowym lub filmowcem?
Jak to mówi Zanussi: ,,nie opłaca się, ale warto”. Trzeba być krytykiem profesjonalnym, dążyć do obiektywizmu. Warto się przygotować do tego zawodu, żeby merytorycznie oceniać filmy. Znać dorobek światowego kina, żeby mieć punkt odniesienia. Krytycy są bardzo potrzebni i będą! Z uwagi na coraz większa produkcję audiowizualną, coraz trudniej jest docierać do tego, co jest warte obejrzenia, dlatego krytycy jako przewodnicy po filmowym repertuarze będą potrzebni jeszcze przez długi czas, aby w sposób profesjonalny i zwięzły dokonać opisu filmu i oceny, a tym samym ułatwiać widzom wybór.
